RAINBOW WARRIORS

Fragmenty książki Rainbow Warriors oraz fragmenty zebrane z innych opowieści

Indalo
Indalo to prehistoryczny znak znaleziony w jaskini Napisów położonej w prowincji Almeria w Hiszpanii, koło miasta Velez Blanco znanego ze swych malowniczych klifów i skalnych schronisk. Prowincja Almeria znana jest ze swego piękna i nazywana „rajem Pokoju”. Piktogram to człowiek z rozpostartymi nad głową ramionami podtrzymujący łuk tęczy. Inne rysunki pokrywające ściany jaskini pokazują mężczyzn, kobiety, kozy, jelenie i symbole. Pokazują działania ludzi, którzy zamieszkiwali ten nadmorski region 4,5 tysiąca lat przed naszą erą. Jaskinia została oznaczona jako narodowy pomnik historyczny w 1924 r. a niedawno jako Patrimonium Ludzkości. Choć jaskinię odkrył przed 1868 rokiem Antonio Góngora y Martinez, indianski lud Mojacar używał znaku Indalo przez setki lat. Podróżujący przez ich teren nazywali symbol Człowiekiem Mojaquero, bo malowano go na białym tynku domów w miasteczku. Ludzie myśleli, że symbol ten jest oznaką powodzenia, szczęścia. Niektórzy archeolodzy mówią, że symbol przedstawia prahistorycznego boga. Inni, że to reprezentacja obietnicy Boga dla ludzi, że świat nie zostanie zniszczony przez wodę (wedle Genesis 9-13). My przychylamy się do trzeciego wyjaśnienia, które mówi, że symbol ten był przesłaniem ludu gwiazd i reprezentuje łaskę Stwórcy. Piktogram został nazwany dla upamiętnienia świętego Indalecia (to jest św. Indalecjusza, patrona Almerii i Hiszpanii – wedle legendy był misjonarzem i męczennikiem z I wieku, nawrócił prowincję Almeria, został tam pierwszym biskupem i został zabity w mieście Urci) i znaczy w języku Iberów znaczy Indal Eccius – Posłaniec Boga. Współcześnie w wiosce Mojacarów ludzie malują ten symbol czerwoną ochrą na domach i nad drzwiami, by się chronić od burzy, piorunów i uroków(złego oka). Los Taumatorgos (to jest „dokonujący cudów”), duchowi działacze mówią ludziom, że znak ma dobrą energię, która otacza symbol i przedłuża życie. Inne tubylcze plemiona, jak mieszkańcy Hawajów znają podobne znaczenia tego rodzaju rysunków.

Hawajskie petroglify.
Anuenue Wahine – Kobieta tęczy, znajdowana jest na wielu terenach i wielu stylach. Otwarty tors postaci znaczy kobietę, bo symbolizuje macicę, zaś zamknięty oznacza mężczyznę. Tęcza nad jej głową znaczy, że jest szanowana oraz, że jest kobietą, która wie wszystko. Choć hawajski systemu ‘kapu’ surowo rozdzielał role kobiece i męskie, wiele kobiet zajmowało aktywne pozycje w ali’i (pewnie chodzi o plemię lub grupę wodzów) i wiele z nich było wysoko cenionymi kahunami. Anuenue Kane – Męzczyzna tęczy to jeden z najbardziej znanych petroglifów Hawajów. Miał ten sam honorowy status co Kobieta tęczy. Większośc dzisiejszych interpretacji widzi w nim wojownika. Rysunetk przedstawia człowieka z teczą leżącą mu na ramionach. Symbol Indalo reprezentuje odpowiedzialność każdego człowieka, by unieść zadanie obrony Matki Ziemi. Indianie Zumi także znali ten symbol. Nazywali go Tęczowym Człowiekiem. Znaleziono go namalowanego na tarczy Indian Zumi.
Tęcza posiada specjalne znaczenie dla ludu ziemi (tak mówią o sobie Indianie). W przepowiedniach i opowieści achwielu narodów od Hopi i Zuni na południowym zachodzie po Czirokezów na południowym wschodzie, od Kri na dalekiej północy do wielkie narodu równin – Siuksów i ludu Majów na dalekim południu, Tęcza była centralnym punktem wierzeń duchowych. Tęcza była znakiem wszechwładnej łaskawości Wielkiej Tajemnicy. To przez łaskę swobodnie rozdawaną, przez niezasłużoną faworyzację i miłość Stwórcy, który pozwalał naszemu ludowi wędrować po ziemi z szacunkiem wobec tysięcy lat, nasz lud pozostawił tu zaledwie odcisk stopy.

Opowieść o Manataka.
Tęcza była też wielkim znakiem z Manataka, Miejsca Pokoju. Stwórca wybrał Manatakę, by ukazać to piękne zjawisko natury w najbardziej spektakularny sposób. Tęczami Manataki wedle opowieści opiekowała się Tęczowa Kobieta. Ona pilnowała pokoju w dolinie. Ona utrzymywała tajemnice Kryształowej Jaskini i przewodniczyła na Wielkim Wiecu Pokoju przez tysiące lat. W końcu Tęczowa Kobieta i piękne tęcze doliny Manataka zniknęły, aby żyć we wnętrzu świętej gory, w czasie, gdy nasz Krąg został przerwany przez inwazję i zniszczenie, dokonane przez ludzi, którzy nie rozumieli piękna i łaski naszych świętych miejsc. Nie jesteśmy rozgniewani na wyjątkowo złe traktowanie ludzi i ziemi, jakich doznaliśmy z ręki ludu pełnego chciwości i przerażenia, bowiem rozumiemy, że wypełnienie się różnych przepowiedni o tęczy nadchodzi i „rzeczy, które były znowu będą”.

Przepowiednia ludu Kri
W ubiegłym wieku stara, mądra kobieta narodu Kri nazywana Oczami z Ognia miała wizję przyszłości. Przepowiedziała, że pewnego dnia z powodu chciwości Yonegrisów, tj. białych ludzi nadejdzie czas, gdy ziemia stanie się zatruta i rozdarta, lasy zostaną zniszczone, ptaki będą spadać z nieba, wody staną się czarne, ryby zdechną w strumieniach, a wtedy ludzkość jaką znamy przestanie istnieć. Nadejdzie czas, kiedy strażnicy legend, opowieści i mitów, i wszystkich Plemion Dawnych Kultur będą potrzebni, by odnowić nasze zdrowie, czyniąc ziemię znowu zieloną. Będą kluczem do przetrwania ludzkości, będą Wojownikami Tęczy. Przyjdzie dzień przebudzenia, gdy ze wszystkich ludów i plemion powstanie Nowy Świat – Sprawiedliwości, Pokoju, Wolności i rozpoznania Ducha. Wojownicy tęczy rozniosą te wieści i będą nauczać wszystkich ludzi Ziemi (wszystkich Elohi). Nauczą ich jak to się stało, że dzisiejszy świat odwrócił się od Ducha i to dlatego Ziemia jest chora. Nauczą ich jak znów uczynić Ziemię piękną. Dadzą ludziom zasady, dzięki którym nasza ścieżka na ziemi stanie się lekką do zniesienia dla świata. To będą zasady Dawnych Plemion. Wojownicy nauczać będą ludzi starożytnych praktyk Jedności, Miłości, Zrozumienia. Nauczać będą w czterech stronach świata. Jak Dawne Ludy będą nauczać wszystkich jak modlić się do Ducha z miłością, która płynie jak piękny górski strumień i wpływa do oceanu życia. Wówczas, ponownie, ludzie staną się zdolni do odczuwania radości – i w samotności i w tłumie. Uwolnią się od małostkowych zazdrości i będą kochać innych jak braci, niezależnie od koloru, rasy i religii. Poczują szczęście w sercach i staną się jednym z całą rasą ludzką. Ich serca będą czyste i promieniejące ciepłem, zrozumieniem i respektem, dla ludzi, dla Natury i dla Wielkiego Ducha. Znów wypełnią swe umysły, dusze i czyny najczystszymi myślami. Ich dzieci znów będą mogły biegać wolno i cieszyć się skarbami Matki Ziemi. Wolni od strachu przed truciznami i zniszczeniami spowodowanymi przez Yonegrisów i ich dzieła chciwości. Rzeki ponownie będą płynąć czyste, lasy będą pełne i piękne, zwierzęta i ptaki się odrodzą. Siły roślin i zwierząt znów będą szanowane i zachowywane, albowiem wszystko co jest piękne stanie się stylem życia. Będą opiekowali się słabymi, biednymi i chorymi.
Przywódcy ludu będą wybierani starym sposobem – nie przez polityczne partie, albo tego, który krzyczy najgłośniej, ani tego, który najbardziej się przechwala, ani tego, który wyzywa innych albo obrzuca ich błotem, ale przez tych, których czyny mówią najgłośniej. Ci, którzy pokazali swoją miłość, mądrość i odwagę, i ci, którzy pokazali, że czynią i czynili wszystko dla wspólnego dobra, będą wybierani na wodzów i przywódców. Będą wybierani ze względu na swoją jakość a nie na ilość pieniędzy, które zgromadzili. Zadbają, jak dawni mądrzy i oddani Starożytni Wodzowie, aby ich młodzież była nauczana z miłością i mądrością o swym otoczeniu. Będą jej pokazywać, że można dokonać cudów, by uzdrowić świat i przywrócić go do pełni piękna. Zadania Wojowników Tęczy są rozliczne i wielkie. Mają przed sobą do pokonania przerażające góry ignorancji, napotkają też uprzedzenia i nienawiść. Muszą być oddani, niezachwiani w swej sile i silnego serca. Znajdą jednak ochotne serca i umysły, które podążą za nimi na drodze do przywrócenia piękna i dostatku Matce Ziemi. Dzień nadejdzie, jest już niedaleki. Dzień, w którym zrozumiemy, że zawdzięczamy nasze istnienie ludziom wszystkich narodów, którzy podtrzymywali swoją kulturę i dziedzictwo. To są ci, którzy zachowywali opowieści, legendy i mity, żywe. To z taką wiedzą, wiedzą, którą przechowali my wszyscy powrócimy do harmonii z Naturą, Matką i ludzkością.

Przepowiednia ludu Hopi.
Kiedy ziemia będzie umierać, powstanie nowe plemię. Będzie ze wszystkich kolorów i z wszelkiego pochodzenia. Będzie nazwane Wojownikami Tęczy i swoją wiarę okaże czynami, nie słowami.

Przepowiednia Siuksów.
Nadejdzie czas, gdy ziemia będzie chora a zwierzęta i rośliny będą umierać. Wówczas Indianie odzyskają ducha i zgromadzą ludzi ze wszystkich narodów, kolorów i wyznań, aby połączyli się w walce o ocalenie Ziemi. To będą Wojownicy Tęczy.

Nauczyłem się, że temat tęczy przewija się przez wiele kultur. Tęcza bywa często w snach i wizjach mędrców i mędrczyń z Australii, Ameryki, Tybetu. (Przy okazji – flaga Tybetu jest tęczowa). Opowieść o tęczy opowiadano przez setki lat, od Meksyku do Kanady. Najbardziej znane wersje to przepowiednie Oczu z Ognia z ludu Kri, Czarnego Łosia z ludu Lakota, Szalonego Konia z ludu Ogdala, Quetzacoatla Tolteków, Ku Kulkana Majów, Monteczumy Azteków, i Twórcy Pokoju z Sześciu Narodów Irokezów. Każda z wersji przepełniona jest szacunkiem wobec Ziemi, zwierząt i roślin – tego, wszystkiego co pozwala nam żyć. A także szacunkiem dla nas samych i innych ludzi, niezależnie od pochodzenia. Legendy mówią o jedności w różnorodności. Thomas Banyacna starszy narodu Hopi, który przeszedł do Ducha w 2000 roku, powiedział kiedyś, „Jako rdzenni Amerykanie, wierzymy, że tęcza jest znakiem obecności Ducha we wszystkich rzeczach. To znak pojednania wszystkich ludzi, jako wielkiej rodziny.”

Wielki wódz Siuksów Szalony Koń, jak opowiada Vinson Brown w książce z 1871 roku pt „Wizje Nieba i Ziemi”, miał potężną wizję, której tematem była tęcza. „Ujrzał swój lud w duchowych ciemnościach i w biedzie, podczas, gdy biali ludzie prosperowali wszędzie dokoła nich, bogaci w materialne dobra. Ale nawet w najmroczniejszym czasie widział też, że oczy niektórych z jego ludu zatrzymały światło poranka i mądrość Ziemi, które przekazali niektórym swoim wnukom. Zobaczył nadejście samochodów i samolotów. I dwukrotnie ujrzał wielkie ciemności i słyszał krzyki i wybuchy, gdy miliony ginęły w dwu wielkich wojnach. Ale po przejściu dwu wielkich wojen zobaczył nadejście czasu, gdy zacznie się przebudzenie jego ludu. Nie wszystkich od razu, kilku tu, kilku tam. I coraz więcej i więcej. Zobaczył ich tańczących w pięknym świetle Świata Ducha pod Świętym Drzewem, chociaż nadal byli żywymi na Ziemi. Ale zdumiało go to, że nagle zobaczył, że pod drzewem tańczą przedstawiciele wszystkich ras i plemion, którzy stali się braćmi. I zrozumiał, że świat zostanie uczyniony na nowo w pokoju i harmonii, nie tylko przez jego ludzi, ale przez wszystkich ludzi”.
Jeśli chodzi o wizjonerów to w tradycji Algonkinów dominuje siedmiu wielkich proroków.

Dziadek William Commanda z ludu Mamuwinini, jednego z plemion Algonkinów jest strażnikiem mądrości na Północy,w rezerwacie Maniwaki z Quebecu. Jest on stróżem Primstaven, wyrzeźbionej z drewna laski, którą Indianie otrzymali od wikingów tysiąc lat temu. Ryty na niej opowiadają o wiedzy i przepowiedni wikingów. Teksty na niej podają, że chociaż ludzie posiadają różne sposoby rozumienia jest jeden Stwórca, i że kiedyś wszyscy ludzie rozpoznają tę prawdę. Dziadek jest też stróżem pasa ‘wampum’, pasa Siedmiu Ogni, który wykonano ok. 1400 roku z muszli ‘quahog’ i ścięgien. Mają one kolor biały oraz kolor mistyczny – lawendowy. Symbolami z muszli ułożonymi w kształcie diamentów pas ten opisuje, jak dawno temu siedmiu wieszczów przybyło do Algonkinów. Każdy z nich po kolei opowiedział o jednej z siedmiu epok, nazywanych Siedmioma Ogniami. Podczas Czwartego Ognia jasnoskórzy ludzie przybędą do domu czerwonoskórych narodów i wszystko się zmieni. Jeśli jasnoskórzy przybędą bez broni i z twarzą braterstwa powiedział prorok, wówczas nastąpi cudowny czas wspaniałych zmian dla wielu pokoleń. Ale jeśli przyjdą z twarzą śmierci ludzie muszą na siebie uważać. Twarz braterstwa i twarz śmierci będą podobne. Ale twarz śmierci wkrótce zostanie ujawniona przez chciwość, przez pożądanie bogactw ziemi.
W niezrozumiałym czasie Szóstego Ognia do ludu Algonkinów przybyła grupa wizjonerów.
Zebrali wszystkich kapłanów i powiedzieli im, że droga życia tego ludu jest zagrożona zniszczeniem. Zebrali wszystkie święte przedmioty, zebrali wszystkie święte zwoje, na których zapisywano obrzędy. Włożyli je do wydrążonego pnia. Mężczyźni opuścili się na linach z klifu i wykopali w ścianie otwór, w którym schowali pień. W ten sposób nauczanie starszyzny zostało ukryte przed wzrokiem, ale nie było zapomniane. Przed przybyciem Hiszpanów Majowie oraz wiele innych ludów amerykańskich powierzyło niektórym rodzinom święte informacje, aby utrzymywały je w tajemnicy, nienaruszone, niezniszczone. Taką decyzję podjęto za poradą zebrań starszyzny, które odbywały się już na tysiące lat zanim przybyli biali. Rada ta składała się z przedstawicieli wszystkich ludów, od Nicaragui do Arktyki. Ze snów, wizji i przepowiedni starszyzna dowiedziała się, że przybysze będą chcieli zmienić ich religię, dlatego najtajniejszą część swej religii i wiedzy przechowywali tylko w sercu nie rozmawiając o niej z nikim. Siódmy Ogień opisany na pasie daje obietnicę nadziei. Ponieważ siódmy prorok powiedział, że w czasie Siódmego Ognia wyłoni się nowy lud. Będą oni cofać się po swych śladach, aby odszukać mądrość, którą pozostawiono na poboczu drogi dawno temu. Jeśli nowy lud pozostanie silny w swej Wyprawie to święty bęben odzyska swój głos. Nastąpi przebudzenie ludu i święte ognie znów zapłoną. W tym czasie jasnoskóra rasa otrzyma do wyboru dwie drogi. Jedna z nich to droga technologii i władzy kierowanych przez chciwość i strach. Ta droga reprezentuje pęd do krańcowej destrukcji. Drugą drogą jest duchowość. To powolna droga zawierająca szacunek dla wszystkiego, co żyje. Jeśli wybierzemy drugą drogę będziemy mogli rozpalić Ósmy Ogień rozpoczynający długie czasy pokoju i zdrowego rozwoju. Dziadek William twierdzi, że żyjemy w czasie Siódmego Ognia i, że otwiera się przed nami droga wyboru. Każdego dnia modli się on, abyśmy uczcili Północ i dokonali mądrego wyboru rozpoznając Światło we wszystkich wielobarwnych, tęczowych stworzeniach tego świata.

Legenda w skrócie.
W dawnych czasach indianscy wizjonerzy opowiadali o swych wizjach przyszłości udzielonych im przez duchy. Zobaczyli nadejście bladoskórych ludzi. Przybędą ze wschodniego morza na wielkich canoe napędzanych przez wielkie, białe skrzydła, jakby ptaków. Ludzie, którzy zejdą z tych łodzi także sami będą jak ptaki wędrowne. Jednak będą mieli różne stopy. Jedni będą mieli stopy, jak mewa, a inni jak orzeł. Stopy mewy symbolizują piękną, nową religię litości i miłości. Stopy, jak u orła oznaczają siłę, technologię i władzę. Ostre szpony orła zaczną dominować. I, choć będą dużo mówili o nowej religii nie wszyscy z białych będą trzymać się jej nakazów. Zamiast tego pochwycą w szpony orła czerwone narody zniewalając je i wykorzystując. Po okresie mniejszego lub większego oporu, Indianie stracą wolę walki i zostaną zagnani do małych, pustynnych, bezludnych enklaw. Taki będzie ich świat przez wiele lat: bieda, cierpienie, brak szacunku. Wówczas świat zachoruje. Z powodu nieustającej chciwości Ziemia wypełni się zabójczymi płynami i metalami. Powietrze będzie zatrute czarnymi dymami i oparami. I nawet deszcze, których zadaniem jest oczyszczać Ziemię, będą spadać kroplami trucizny. Ptaki będą spadać z nieba. Zdechłe ryby będą pływać brzuchem do góry. Lasy zaczną zanikać. To będzie ‘koyanisquatsi’ – wzrost chaosu na świecie. Kiedy to się zacznie, ludy indiańskie wszystkie będą bezradne. Ale wówczas ze Wschodu nadejdzie Światło i rdzenni mieszkańcy odnajdą swoją siłę, dumę i mądrość. Tak samo wielu z ich braci i sióstr z innych narodów, białych, żółtych i czarnych, poczuje silne wezwanie Ducha. Te przebudzone dusze będą się odnajdywać i razem będą uczyli innych ludzi szacunku dla Matki Ziemi, z której ludzie powstali. Szacunek zwycięży. Pod znakiem tęczy wszystkie rasy i religie zgromadzą się, by rozsiewać wielką wiedzę o życiu w harmonii. I w ten sposób odnowią Święty Krąg. Ci, którzy będą nauczali świat będą wojownikami tęczy, ale nie będą czynili krzywdy. Wyłącznie pokojowymi metodami oraz przez stawanie się przykładem dla innych, przykładem prawego życia, po wielkim trudzie, po wielkiej walce zakończą niszczenie i bezczeszczenie Ziemi. A wówczas pokój i dostatek zapanują na długi i radosny Złoty Wiek.

Powrót Ludu Tęczy.
Słoneczny Niedźwiedź był nauczycielem z ludu Chippewa, który podróżował po świecie, aby dzielić się przepowiedniami rdzennych mieszkańców oraz ostrzegać o zmianach na Ziemi. Przeszedł do Ducha w 1992 roku. Był utalentowanym oratorem i zapoczątkował popularne Zebrania Koła Medycznego. „Te przepowiednie”, mówił, „zostały dane, aby ostrzec wszystkich ludzi, nie tylko tubylców. Na przykład przepowiednie ludu Hopi przewidziały obie wojny światowe, oraz to, że będą prowadzone przeciwko dwóm znakom – znakowi czterech stron świata to jest swastyce i znakowi wschodzącego słońca to jest Japonii. Przewidziały samochody, samoloty i bombę atomową. Przepowiednie mówią też o czasie, gdy synowie białego człowieka zaczną nosić długie brody, koraliki i kwiaty we włosach, wtedy czasy oczyszczenia będą blisko. Niektórzy z nich będą to duchy Indian wymordowanych w trakcie podboju kontynentu, które odrodziły się w ciałach białych. Powrócą oni jako lud tęczy, lud o wszystkich kolorach skóry. Rdzenne wieszczby mówią i o tym, że ludzie mieszanej krwi, białych i kolorowych zaczną przychodzić do indiańskich mędrców i szamanów po nauki. Shinnah Fastwolf (Szybki wilk) jest kobietą wojownikiem. Krwi mieszanej z Apaczów, Mohawków i Szkotów. Mówi, że jej powołaniem w życiu jest być wojownikiem. Jej zadaniem jest mówić, śpiewać i działać dla sprawy Ziemi. Aby została uznana za wojownika musiała przejść fizyczny i duchowy trening, jaki przechodzą ludzie z jej plemienia.
Włącznie z Biegiem do Słońca. To ośmio-dziesięciomilowy bieg dokonywany w czasie zimowego przesilenia. Kandydaci biegną całą drogę przed wschodem słońca, z wodą w ustach. Muszą przybyć na Ceremonię na Górę Duchów dokładnie w czasie wschodu słońca, by dostarczyć tą wodę. Shinnah wykonała bieg, gdy miała 11 lat. A ponownie, gdy miała 40 lat, aby sprawdzić czy jeszcze da radę. Zna przepowiednie o tęczy.
Mówi „Wiele plemion mówi o czasach oczyszczenia. Żyjemy w nich obecnie. To są czasy, w których możemy dokonać czegoś realnego. Nasze życie jest krótkie, ale każde z nich może stanowić o zmianie, o różnicy.” W 1970 roku Shinnah brała udział w Najdłuższym Marszu. Był to marsz, w którym Indianie przeszli przez całe Stany od Kaliforni do Waszyngtonu, by protestować przeciw wielu niesprawiedliwościom rządu. Na końcu marszu wielu Indian zwróciło się agresywnie przeciwko niej, gdyż nie była w pełni indiańskiego pochodzenia. Uważali też, że nie powinna dzielić się ich tubylczą wiedzą i obrzędami z tymi, którzy nie są Indianami. Odpowiadała im jednakże, że to, czego uczy pochodzi z wielu kultur i z indiańskiej tradycji uczy tylko tego, czego uczyć pozwalają jej mistrzowie. Sama także miała mieszane uczucia, co do odprawiania rodzimych ceremonii przez nie-Indian. Jednakże istnieje przepowiednia twierdząca, że przyjdzie czas, gdy dawni Indianie zreinkarnują na ziemi, jako część społeczności dominującej, czyli białej, aby odmienić postępowanie białych.

W przepowiedni ludzie ci noszą pióra, i zapuszczą brody i porozumiewają się kwiatami. Kwiaty te, jak mówi przepowiednia będą ich prowadzić i wspierać na ich ścieżce. To będzie także czas, gdy wszystkie ezoteryczne nauki z wszystkich kultur zostaną ujawnione, aby już nie było sekretów, żadnego powodu do bania się siebie nawzajem, ani powodu do konfliktu. „Nie wszyscy mają dość sił lub talentu, aby być wojownikami tęczy, niektórzy będą jej jedynie wędrowcami. Są to ludzie, którzy wędrują z prostotą i godnością od tych czasów, w których była nienawiść dla Ziemi. Idą do nowej epoki, ale muszą pozostawić za sobą sprzeczności i nienawiść albo też ziarna nienawiści zostaną zasadzone w nowych czasach, gdzie później wyrosną. Ludzi przyciąga stara droga, droga plemion, ponieważ Matka Ziemia doświadcza traumy i woła ich. Tubylcy są strażnikami Matki. Naszą odrębną instrukcją od Stwórcy było opiekowanie się nią. Nauczono mnie by nie patrzeć na ludzi rasistowsko. To, czego mnie nauczono, to, że jesteśmy kwiatami w ogrodzie Wielkiego Ducha. Dzielimy jeden korzeń, którym jest Matka Ziemia. Ogród jest piękny, ponieważ zawiera wiele kolorów. Te kolory to różne tradycje i kultury.”
Przez wiele lat Manitoquat służył, jako wódz duchowy oraz strażnik wiedzy narodu Wampanoag. To oni byli tymi, którzy powitali Pielgrzymów na plaży Massachusetts. Obecnie Manitoquat podróżuje po świecie i pracuje z więźniami, dzieląc się z nimi swymi przemyśleniami, na temat, jak w pokoju współżyć z światem natury i z ludźmi. Miał wiele przygód.
Jedną z najważniejszych dla niego było jego uczestnictwo w mało znany zjawisku jakie co roku odbywa się w wielu krajach od lat 70 tych – Zgromadzenia Tęczy. W 1972 roku zaplanowano pierwsze spotkanie, latem w górach Colorado. Ponieważ mieli przybyć ludzie z różnych nacji, ras, klas i religii nazwano je Zgromadzeniem Plemion Tęczy. Zebrani mieli odbyć pielgrzymkę do Góry Stołowej, świętego miejsca Arapahów. Zamierzali pozostać tam przez cały dzień, w milczeniu, modląc się za pokój i zrozumienie. Jest dawna przepowiednia, że przed końcem swiata wielu ludzi z różnych nacji zejdzie się, by wspólnie poszukać nowej drogi. Zgodnie z wizją, jaką Stwórca zaszczepił im w sercach. A ponieważ będzie widział, jak szczere są ich poszukiwania, Wielki Duch usłyszy płacz ich serc i zlituje się nad nimi. W tym to czasie, powiada proroctwo, nowy świat narodzi się w samym środku starego. Ten nowy swiat będzie wpierw bardzo mały, jak niemowlę. Jednak będzie pełen życia, nauki i wzrastania, pełen zaufania i miłości, jak owo nowonarodzone dziecko. Z tego powodu nowy świat nie będzie nienawidził starego, umierającego świata. Przepowiednia mówi, że znakiem nowego początku, jaki ześle Stwórca będzie biały bizon. Ponad 20 tysięcy przybyło na pierwsze spotkanie i każdy był szanowany. To było cudowne. Pewne nocy padał deszcz. Następnego dnia wyszliśmy na łąkę i zobaczyliśmy, że wielki kawał śniegu leżący na stoku góry zwróconej w naszą stronę został przez krople deszczu wydziergany w idealną formę białego bizona. Ludzie zaczęli śpiewać i wiwatować, a wielu płakało z radości. Potem nocą zaczęli iść pod górę. Odbyli ten ośmiomilowy marsz w ciszy, długi wąż ludzi niosących świece i pochodnie. O świcie tysiące ludzi stanęło nieruchomo na górze. Przybyli z całego świata, by dzielić ten moment. Razem obserwowali wschód słońca – nowego dnia, nowego ludu, nowego świata. Zostali na górze cały dzień. Ucztowali i pozostawali w ciszy. Około południa ktoś zaczął śpiewać pieśń Arapahów. Podjęli tą pieśń z szacunku dla opiekunów tej krainy. Kiedy wracaliśmy do domów wiedzieliśmy, że coś się stało i to nie tylko tu, ale, że dzieje się też na świecie. Tak to się odbyło. Od tej pory Zgromadzenie Świata Tęczy odbywa się, co roku w pierwszy tydzień lipca. Każdego lata Zgromadzenie przybywa do innego Stanu i rozbija obóz w innym lesie. Na Zgromadzeniu nie ma wymiany pieniężnej, Lud Tęczy, bowiem polega na kooperacji, dobrej woli i równych prawach. Kolejne Zgromadzenia zawiązały się i odbywały się w Europie i innych miejscach, takich, jak Koło Polarne.

Założyciele narodu
Wizjonerzy indiańscy nie byli jedynymi, którzy wędrowali po Turtle Island.
Założyciele Stanów Zjednoczonych posiadali wielką wizję i duchowe wyczulenie. Mieli oni szacunek dla tradycji ezoterycznych oraz dla przyszłości. Byli zanurzeni w starożytnych tradycjach Europy. Wiemy, że z 56 osób podpisujących Deklarację Niepodległości 51 należało do bractwa Wolnych Masonów. Założono je w Ameryce pod przewodnictwem Francisa Bacona, który widział kolonie jako teren testowy duchowych reguł rządzenia otrzymanych z dawnych tradycji i szkół misteryjnych Grecji, Egiptu, Chaldei. Kiedy więc założyciele USA kładli kamień węgielny pod budowę Kapitolu, ceremonia ta bardzo przypominała tradycje okultystyczne i rytuały masońskie. Uroczystości tej przewodniczył Waszyngton nosząc masoński fartuszek. Gdy planowano miasto Waszyngton, jego główne drogi zostały zorientowane wedle gwiazd. Na Kapitolu i innych rządowych budowlach występują 23 przedstawienia Zodiaku i 1000 symboli planet oraz znaków zodiaku. Waszyngton jest miastem gwiazd. Tak samo rozwój Konstytucji USA był świadomą duchową drogą jej twórców. Prezentowane w niej idee związały ezoteryczne i egzoteryczne tradycje Europy z tradycjami tubylczymi, indiańskimi. Podczas, gdy dziedzictwo Europy wnosiło do tego związku porządek i intelektualną dyscyplinę, dziedzictwo Turtle Island wnosiło nakierowanie na duchowość i tolerancję dla odmienności w rasie, wyznaniu i punktach widzenia.

Zimą 1777 r. podczas wojny o niepodległość, przegrywający batalię Waszyngton został otoczony i wycofał się by przeczekać zimę w Valley Forge w Pennsylvanii. Wojsko Waszyngtona było chore, zmarznięte i wygłodzone. Doświadczył wtedy wizji, ukazał mu się anioł. W liście do przyjaciela opisał, że pewnej zimnej nocy, gdy był sam ukazał mu się archanioł i pokazał mu trzy wielkie kryzysy republiki – amerykańską rewolucję, wojnę domową oraz trzeci kryzys najgorszy z nich, który przyjdzie z Europy i który pokonać mogą tylko jednocząc się z resztą świata. Rzecz została udokumentowana w czasopiśmie z 1880 r., które wydrukowało relację Anthony Shermana, który był wówczas w obozie. Zdaniem Shermana sam Waszyngton dokładnie zapisał całe zdarzenie. Przyszedł anioł, który pokazał mu mrocznego anioła, który wyłaniał się z oceanu i rozrzucał krople wody na wszystkie kontynenty, które porywały się do wojny. I wówczas Waszyngton zobaczył 3 wielkie wojny. I archanioł pokazał mu ich powody (np. mroczne chmury i mroczną postać lecące z nad Afryki do Stanów, jako symbol wojny secesyjnej – o afrykańskich niewolników) a potem nakazał zjednoczyć się w Unii, bo tylko tak republika może przetrwać. Obok czarnego demona wojny Archanioł pokazał mu też jasnego anioła z koroną, mieczem i gwiaździstą flagą przyszłej Unii. Autor nie wspomina, że wizja ta uznana została za propagandowe fałszerstwo gazety z 1880 r. Autorstwo przypisuje się dziś dziennikarzowi tej gazety, który miał usłyszeć o tym zdarzeniu od wówczas 99 letniego Shermana, (który przyszedł zobaczyć Kapitol po raz ostatni w życiu) i, który twierdził, że był wtedy w obozie z Waszyngtonem, lecz zgodnie z dokumentacją przebywać musiał z innym oddziałem.
Waszyngtona, Jeffersona, Franklina i innych założycieli inspirowała nie tylko historia i ezoteryczna tradycja Europy ale także Konfederacja Haudenausaunee, znana lepiej jako Konfederacja Irokeska. Irokezi zamieszkiwali obecny stan Nowy York i sąsiednie tereny południowej Kanady. Zgodnie z przekazami ustnymi Irokezów, w dawnych czasach, na długo zanim na Turtle Island przybyli biali, na północnym wschodzie kontynentu rozgrywały się długie wojny plemienne. Krwawe wendetty między klanami oraz surowy, bezlitosny wymiar sprawiedliwości sprawiły, że ówczesne społeczeństwo nie było bezpieczne. Wtedy, na jakieś trzysta lat przed przybyciem białych, kobiecie z plemienia Wyandot mieszkającemu nad jeziorem Ontario urodził się syn. Dziecko wyrosło na mądrego przywódcę, tak czczonego, że nigdy nie wymawiano jego imienia poza uroczystościami. Na co dzień nazywany był Twórcą Pokoju. Wraz ze swą towarzyszką Hiawatą, „wyprostował umysły” większości gniewnych i przestraszonych. W końcu zgromadził wszystkie zwaśnione grupy, pod jednym prawem zwanym Wielkim Prawem. Wielkie Prawo zawiera wiele szlachetnych idei. Niektóre z nich to:
-Dawca Życia nie zamierzał, aby ludzie się prześladowali. Dlatego to, ludzkie społeczności muszą formować takie rządy, które zapobiegać będą prześladowaniu jednych ludzi przez innych i zapewniać pokój między narodami i plemionami.
-Pokój jest to produkt społeczeństwa, które wysila się, aby ustanawiać rozum i prawość. „Prawość” oznacza tu wspólną ideę pochodzącą od ludu używającego swych najczystszych i najmniej egoistycznych umysłów.
-Wszyscy ludzie mają prawo do tych wszystkich rzeczy, które pozwalają im przeżyć. Nawet ci, którzy nie mogą pracować lub nie pracują. Żaden człowiek nie ma prawa pozbawiać innych jedzenia, ubrania i schronienia.
-Ludzie powinni dokładać wszelkich wysiłków, aby zasiadać w radzie, negocjować, rozwiązywać problemy arbitrażem. Przemoc powinna być ostatecznością, tylko w obliczu ostatecznej przemocy.
-Wodzowie i przywódcy są sługami ludzi. Każdy ma prawo oraz obowiązek uczestniczyć w pracach rządu.
Reguły sprawiedliwości ustanowione przez Twórcę były dalekosiężne i uszlachetniały każdego w społeczności. W nawiązaniu do Wielkich Praw, Twórca Pokoju ustanowił także kompletną forme rządu, bardziej uczestniczącego a nie tylko reprezentującego. Gdy założyciele Stanów Zjednoczonych, tworzyli nową formę demokratycznego rządu, jakiego Europa jeszcze nie zaznała zapoznali się z mądrością Twórcy Pokoju i przykładem Irokezów. Wiele z duchowych i prawnych zasad, które kierowały Konfederacją posłużyło, jako inspiracja dla Konstytucji Stanów Zjednoczonych. A, gdy po II wojnie ustanawiano ONZ poproszono badaczy, aby znaleźli w historii jakiś model dla takiej organizacji. Jedynym sprawnie działającym, jaki znaleźli była Konfederacja Irokezów.

Rainbow Warrior
W 1970 roku w dziwnych i ciekawych okolicznościach legenda o wojownikach tęczy przekroczyła barierę mitu. Legenda otrzymała bijące serce najpierw w Kanadzie, potem w Stanach, a w końcu na całym świecie. Saga zaczyna się w 1969 roku, gdy rząd USA zdetonował megatonową bombę na małej wyspie Amchitka na zachód od Alaski. Wówczas ten rejon był i nadal jest czuły sejsmicznie. Dla wielu obserwatorów wysadzanie tam bomb było więc patentowaną głupotą. Ten test nie spowodował wprawdzie trzęsienia ziemi ale spowodował, że ziemia zatrzęsła się od protestów w Kanadzie i USA.

W 1971 roku USA ogłosiły, że na Amchitce dokonają kolejną próbę tym razem bomby 5 razy silniejszej. Wielu ludzi uznało wtedy, że trzeba coś zrobić. Kanadyjczycy Jim i Marie Bohlen, Irving i Dorothy Stowe, oraz Poul Cote sformowali Komitet Nie Róbcie Fali. Nazwa miała przypominać o groźbie tsunami o tytanicznej sile. Chodzili na publiczne posłuchania konsultacyjne w tej sprawie, ale uznali, że muszą dokonać akcji bezpośredniej. Wybrali bezpieczną łódź i popłynęli w rejon próby na Amchitkę.
Chcieli zmienić nazwę na coś bardziej chwytliwego, bo Komitet nie Róbcie Fali było nazwą za długą i niekojarzącą się ludziom z niczym. Wtedy młody kanadyjski pracownik socjalny Bill Darnell wymyślił nazwę Greenpeace. Wpierw pisaną jako Green Peace. W małej grupie aktywistów był Robert Hunter młody dziennikarz z gazety Vancuver Sun. Napisał tam wiele żarliwych artykułów o próbach atomowych i o stanie środowiska naturalnego na świecie.

W 1969 roku Hunter miał farmę w zachodniej Kanadzie. Pewnego dnia przechodził tamtędy wędrowny wytwórca cymbałów. Podarował Hunterowi mały tomik zatytułowany „Wojownicy Tęczy” napisany w XIX w. przez Vinsona Browna i Williama Willoya. Rzemieślnik powiedział, żeby przyjął książkę, bo ona odmieni jego życie. Potem odszedł i Hunter nigdy go już nie zobaczył. Hunter zabrał książkę na pierwszą wyprawę. Zawierała wiele opowieści o starodawnej przepowiedni o sprawach zadziwiająco odpowiadających realiom. Była tam opowieść o babce z ludu Kri o imieniu Oczy z Ognia, która przepowiedziała czasy, gdy Ziemia będzie pozbawiona swych surowców, morza sczernieją, strumienie będą trujące, a jelenie będą padały na szlakach migracji. Wszystko przez kierowaną chciwością technikę. Indianie w tych czasach prawie wszyscy utracą ducha, ale w ostatniej chwili zanim będzie za późno odzyskają go i zaczną nauczać szacunku do Ziemi. Pod znakiem tęczy wszystkie narody zjednoczą się, aby rozprzestrzeniać te nauki. Roberta Huntera uderzyły podobieństwa między opisem a realiami, w których brali udział. Pożyczył tą książkę wszystkim na statku. Czytali ją po kolei. A następnego dnia, gdy statek przeciskał się przez wąskie kanały pomiędzy wysepkami wiele razy na niebie pojawiały się tęcze. Hunter potem napisał „Wszystko to wydawało się jakoś magiczne”. Oto wypływali na ocean, na Quest w celu ocalenia Ziemi, tak jak mówiła przepowiednia. Wedle relacji uczestników Hunter w niektóre dni wierzył przepowiedni, a w inne nie wierzył. Bycie częścią Greenpeace było dla niego często czymś trudnym i pozbawiającym odwagi. Napotykali wiele przeszkód i oporu. W latach 70 tych enviromentaliści (ekolodzy) byli powszechnie uważali za bandę oszołomów. „Legenda Kri nie mówi jak trudne będzie dotarcie do nowych czasów”. Mówił Hunter. „Nie mówi, jaka będzie podróż ze swiata dążącego do swej zagłady do świata poświęconego swemu ocaleniu. Mówi jedynie, że tak będzie.”
Gdy ludzie z Greenpeace usłyszeli legendę byli daleko na morzu już wówczas pracując dla zachowania odrobiny rozsądku w świecie oszołomionym materialnymi zdobyczami. Opowieść o tęczy wywarła na nich takie wrażenie, że swój statek flagowy nazwali Wojownikiem Tęczy. Ten statek stał się centralnym punktem inspiracji i akcji, symbolicznym wehikułem, przez który ludzie mogli poświęcić się sprawie dobra Ziemi. Pierwsza podróż statkiem Phillis Cormack (łódź, którą wynajęli została tak nazwana przez jej kapitana na cześć jego żony), była pełna przeszkód. Prześladowały ich kolejne awarie, załoga stawała się znużona, a po wejściu na amerykańskie wody aresztowała ich straż wybrzeża za niedopełnienie czynności celnych. Dopadały ich kolejne sztormy, pogoda stawała się coraz bardziej groźna. A rząd USA wielokrotnie przekładał termin wybuchu, aby ich zmęczyć. Morale upadało. Wielu z załogi musiało w końcu wracać do pracy. Wreszcie 12 października 1972 roku przegłosowano powrót do Vancuveru. W drodze powrotnej do Vancuveru zatrzymano ich na wyspie Kodiak, gdzie w uznaniu ich odwagi władze miejskie wydały bankiet na ich cześć. W Zatoce Alert zostali powitani przez Indian Kwiakiutlów, którzy w świętej ceremonii w długim domu uznali ich za honorowych członków plemienia. Symbol Kwiakiutlów, wieloryb, został namalowany na kominie Phillis Cormack a potem na Rainbow Warriorze.

Choć załoga miała poczucie klęski ich podróż opisywała prasa w całej Kanadzie. Pobudzili dobrą wolę nie tylko na północy, ale i w Stanach i na całym świecie. Rzeczywiście poparcie społeczne było tak silne, że Irving Stowe zdołał zebrać pieniądze na kolejny, szybszy statek. I, gdy Phillis Cormack wróciła do domu, Edgwater Fortune wyruszył z inną załogą do drugiej próby zablokowania testów na Amchitce. 6 listopada 1971 roku, gdy Edgwater Fortune był jeszcze siedemset mil dalej zdetonowano 5 megatonową bombę. Wykluwająca się dopiero Greenpeace nie dała rady temu przeszkodzić. Ale osiągnęła większy cel. Protesty osiągnęły taki pułap, że rząd Stanów wstrzymał próby na Amchitce.

Na początku 1978 roku Greenpeace, obecnie już organizacja międzynarodowa, zakupiła od brytyjskiego ministerstwa rybołówstwa 20 letni szkocki trawler Sir William Henry rdzewiejący nad Tamizą. Wprowadzono go do nowego doku, wymontowano stary sprzęt, zaopatrzono w sprzęt potrzebny do prac nad ochroną środowiska i pomalowano na biało i zielono. Na burcie jaskrawymi barwami namalowano tęczę a na dziobie białego gołębia niosącego w dziobie gałązkę oliwną. I ochrzczono statek Wojownikiem Tęczy. 15 maja 1978 roku nowy okręt przepłynął pod Londyńskim Mostem wyruszając w dziewiczą podróż. Załogę stanowiło 24 osoby z Holandii, Nowej Zelandii, Francji, Anglii, Szkocji, RPA, Australii, USA i Kanady. Niedługo potem Wojownik przechwycił Klejnot, brytyjski zbiornik z odpadami atomowymi. Klejnot miał na środku oceanu na wodach międzynarodowych wywalić 2 tysiące ton odpadów nuklearnych. Tego samego roku na Orkadach Wojownik skutecznie zapobiegł polowaniu Norwegów na szare foki i zapoczątkował inne kampanie przeciw zabijaniu fok, delfinów i wielorybów. Mieszkańcy Orkadów wspierani przez jednostkę powstrzymali urzędników ministerstwa rybołówstwa przed wybiciem „szkodników” – 30 tysięcy szarych fok. Nie zabito ani jednej.

Pierwszy rejs Wojownika zapoczątkował roznoszoną po świecie ideę walki z odpadami atomowymi, chemicznymi oraz zanieczyszczeniem wód olejem. Członkowie fundacji jeździli po różnych krajach i zakładali tam nowe oddziały, pojawiły się oddziały krajowe Greenpeace, oraz podobne do nich grupy, mniej zrzeszonych i coraz bardziej wojowniczych aktywistów. Podczas, gdy samej fundacji bliższe były protesty pokojowe w typie Ghandiego, prędko pojawili się separatyści z własnym statkiem – Sea Shepards, Pasterze Morza, którzy zamierzali niszczyć pirackie statki łowców taranami. Inne statki fundacji zasadzały się na wielorybników z Japonii, Islandii i Norwegii, ścigały radziecki okręt harpunniczy Władywostok i ujawniały oszustwa władz brytyjskich i francuskich przy gospodarowaniu odpadami atomowymi.

W 1979 roku najbardziej widowiskowym dowodem nowych wpływów Greenpeace stała się obecność na morzach flagowej jednostki ekofloty. W lutym Rainbow Warrior przybył do Alesundu w Norwegii zamierzając opóźniać wypłynięcie na Labrador floty łowców fok. Wolontariusze z 4 krajów przykuli się do statków łowców, kilkanaście osób aresztowano, ale czterech przykuło się za wysoko na maszcie, więc policja nie mogła ich dosięgnąć i statki wypłynęły z nimi. W końcu arktyczne wiatry zmusiły ich do zejścia, a Norwedzy wysadzili ich na Wyspach Owczych. […] Aby zmniejszyć wpływy ekofloty nowofundlandzki premier wynajął konsultantów od pijaru, którzy mieli jeździć po Ameryce i lobbować za połowami. Kierował nimi Larry Dworkin. Wywiązał się pojedynek na, jak to mówił Hunter „bomby świadomości”. Nowofunlandczycy zadali cios tłumacząc w mediach, że polowanie na foki „to żniwa a nie rzeź”. Ich konsultanci sami ułatwili ripostę, gdy jeden powiedział „Różnica pomiędzy zbierającymi pomarańcze na Florydzie a polującymi na foki jest naprawdę niewielka”. Pomarańcze? CBS puściła ten komentarz ilustrując go filmem, na którym zatłukiwano foczątka na oczach zawodzących matek. Runda pierwsza wynik 1 do 0 dla Greenpeace. Dworkin chodził w parce uszytej z foczej skóry, ale i ten chwyt nie wypalił, ponieważ władze Nowego Yorku aresztowały go za pogwałcenie amerykańskiej ustawy o ochronie ssaków morskich. 2 do 0. Mimo to grupa Dworkina zdołała zainspirować pozytywne artykuły w „New York Timesie” i „Christian Science Monitor”. W lutym Fundusz na rzecz Zwierząt wezwał do bojkotu produktów kanadyjskich. Paul Watson przypomniał pomysł ze spryskiwaniem focząt farbą, by pozbawić futro wartości handlowej i wyruszył na kry Labradoru na pokładzie „Pasterza Morza” (statku wyposażonego w taran napchany 3 tonami betonu) uzbrojony w organiczny czerwony barwnik i helikopter. W Bonn pewien biznesmen Franz Weber zwołał trybunał obywatelski złożony z przedstawicieli duchowieństwa i palestry Szwajcarii, Danii, Niemiec, Japonii i Francji. Trybunał potępił ministrów rybołówstwa Kanady i Norwegii za kierowanie ostatnią, nielegalną rzezią młodych ssaków morskich na świecie.

„Zieloni Rycerze” stali się sławni, a w biurach pewnych korporacji niesławni ze swych odważnych akcji i sprytnych wybiegów, aby zwrócić uwagę na systematyczną, przemysłową destrukcję Ziemi.
Niektóre większe akcje: Polecieli na lotniach i wylądowali na środku budowy największego kompleksu atomowego Stacji Darlington w Ontario. Pomaszerowali i okupowali Trydent, bazę okrętów atomowych w stanie Waszyngton. Uwolnili z sieci 300 delfinów zanim japońscy rybacy zdążyli je zarżnąć. Wspięli się na rusztowania w czasie konserwacji Statui Wolności, by zawiesić transparent „Dajcie mi wolność od broni atomowej. Stop testom.” Zatkali rury ściekowe fabryki chemicznej Monsanto w Bostonie, którymi odpady spływały do zatoki bostońskiej. Wspinali się na kominy, by zawiesić transparenty przeciwko wyziewom fabrycznym, które deszcze zmieniały w czarny kwas. Przesłanie Greenpeace było jasne i docierało coraz dalej – każdy ma prawo do czystej wody, świeżego powietrza i bezpiecznej przyszłości.

W latach 70tych podziemny wybuch atomowy na Moruroa wywołał trzęsienie ziemi o sile 6,3 stopnia w Wellington w Nowej Zelandii. Około 78 roku „Washington Post” pisał, że „Dwadzieścia cztery lata po wybuchu na wyspie Bikini 82 mieszkańców Rongelap, czyli 40% mieszkańców tej wyspy zapadło na raka tarczycy. Wśród 21 dzieci, które w chwili wybuchu miały poniżej 12 lat, 19 chorowało na raka. Dwadzieścia lat po próbie „Brawo” w ciałach wyspiarzy nadal obecne były stront90 i pluton, które pożerały ich tkanki.” W lipcu 1985 roku Rainbow Warrior w trakcie kampanii przeciwko próbom atomowym na Pacyfiku wpłynął do portu w Auckland w Nowej Zelandii. Wracał właśnie z wysp Marshalla, z atolu Mejato, na który przesiedlił 320 mieszkańców atolu Rongelap, którzy chcieli się przenieść z terenu skażonego w latach 50tych. Od tego czasu rak, białaczka i poronienia były u nich codziennością. Załoga planowała przeprowadzić zbiórkę wśród życzliwych mieszkańców Auckland i przyłączyć się do pokojowej floty, która wyruszała w rejon atolu Moruroa, gdzie od 66 roku testy przeprowadzała Francja. Greenpeace odbywał ten protest po raz piąty w ciągu 16 lat i najwyraźniej władze Francji straciły cierpliwość. Mieszkańcy witali wiwatami wchodzącego do portu Wojownika. Cztery dni potem blisko południa 10 lipca wybuch bomby zrobił dwie dziury w kadłubie, niemal rozpoławiając statek. Kilkanaście osób przebywających na pokładzie zdołało go opuścić zanim wybuchła druga bomba, ale fotograf wyprawy Fernando Pereira wrócił do kabiny prawdopodobnie po swe kamery i utonął. Zostawił żonę i dwoje dzieci. Niedługo potem premier Nowej Zelandii David Lange określi atak, jako „poważny czyn przestępczy o charakterze terrorystycznym”. Małżeństwo, oboje francuscy szpiedzy zostało aresztowane za morderstwo i podpalenie. Śledztwo ujawniło, iż plan zatopienia Rainbow Warriora sięgał do najwyższych władz Francji. Skandal objął szefa tajnych służb admirała Pierra Lacoste i ministra obrony Charlesa Hernu, a prezydent Mitterand omal nie został zmuszony do ustąpienia. Wrak zaholowano do zatoki Matauri i nastąpiło kontrolowane zatopienie. Obecnie wrak można oglądać nurkując w zatoce. Stał się sztuczną rafą koralową pełną morskich stworzeń, azylem morskiego życia.
Nie możecie zatopić tęczy.

10 lipca 1989 roku, w rocznicę zatopienia z portu w Hamburgu wypłynął drugi Wojownik Tęczy. Podczas ceremonii wodowania Rebecca Jonhson szefowa akcji antynuklearnych powiedziała „Nazwa Rainbow Warrior symbolizuje, że nie możesz zatopić idei, ani usunąć jej siłą”. Po przebudowie statek miał specjalnie zaprojektowane żagle, dzięki którym oszczędzali 80% paliwa. Nowy statek zakupiono i wyposażono kosztem 4 milionów dolarów. Wydano więc na niego około połowy z 8,2 milionów dolarów, które rząd francuski musiał wypłacić jako odszkodowanie. Jak jego poprzednik statek krąży po Pacyfiku obecnie walcząc z przełowieniem powodowanym przez zastosowanie tzw. sieci dryfujących. „Nie możecie zatopić tęczy!” to slogan towarzyszący małej grupie wstrząśniętych działaczy i mieszkańców Auckland, którzy w chwilę po zamachu zjednoczyli się, aby prędko znaleźć inne jednostki, na których wypłynęli na Moruroa, mimo ostrzeżeń władz francuskich. Obecnie Greenpeace ma wiele statków z tęczą na zielonych burtach. Jeden z nich nazwano od zmarłego kilka lat temu Boba Huntera. Mieli też dwa szybkie, nowoczesne podwodne ścigacze, z taranem na dziobie, ale jeden z nich Ady Girl, który w 2008 r. pokonał rekord szybkości w opłynięciu globu i miał powłokę zakłócającą radary, w 2010 roku zatonął w Antarktyce po zderzeniu z japońskim wielorybnikiem.

Gdy wkraczaliśmy w nowe milenium widać było, że niewielu z polityków, o ile w ogóle jacyś, eksponowali te rodzaje wysokiej wizji, które poruszały założycieli narodu. Być może tego się należało spodziewać. Zgodnie, bowiem z mitem tęczy żyjemy w okresie przejściowym, który trwać miał od sierpnia 1987 roku do zimowego przesilenia 2012 roku, i dopiero wchodzimy w nową erę, New Age. Legenda o tęczy twierdzi, że ta epoka nie będzie czasem wybitnych liderów prowadzących armie, nie będzie czasem wykazywania się w walce siłą, ale będzie czasem, gdy jednostki i małe grupy zostaną wezwane, aby wykazać się inteligencją, intuicją i wolną wolą w służbie ludzkości. W kontekście tej legendy naszym narodowym wyzwaniem obecnie jest odnajdowanie trzeciej drogi, pomiędzy dwoma paradoksalnymi elementami – potrzebą bycia wolną i unikalną indywidualnością, ale jednocześnie impulsem do znajdowania swej ścieżki ku takiej służbie, która służyłaby wszystkim ludziom.